O blogu

W moim ulubionym filmie prawniczym (ciekawe, czy go znasz – jeśli nie, to koniecznie nadrób zaległość): Adwokat („Civil Action”, reż. Steven Zaillian) jest taka scena, gdzie doświadczony pełnomocnik jednej z pozwanych spółek – profesor Jerome Facher, którego znakomicie gra Robert Duvall, uczy studentów trudnej sztuki zachowania się na sali rozpraw. W przebitkach pojawia się sala rozpraw, na której toczy on bój z młodszym, ambitnym mecenasem Janem Schlichtmannem, równie świetnie zagranym przez Johna Travoltę, i dokładnie pokazuje, jak w praktyce wykorzystuje to, o czym uczy.

Ale konkretnie – dlaczego taki tytuł bloga? O tym niżej.

Zatem, jeżeli miałeś takich wykładowców na studiach i na aplikacji, a może w kancelarii miałeś szansę takiego „żywego” szkolenia, to ten blog chyba nie jest dla Ciebie (chociaż nie zaszkodzi sprawdzić).

Jeżeli jednak nie, albo jeżeli chciałbyś już na wejściu zrobić wrażenie na swoim patronie, szefie, a przede wszystkim na sądzie cywilnym – bo koncentruję się na tym blogu przede wszystkim (będą wyjątki) na procesie cywilnym i postępowaniu nieprocesowym – to może blog jest dla Ciebie.

A może jeszcze więcej –

chcesz być po prostu lepszym prawnikiem procesowym, żeby bardziej skutecznie reprezentować swoich klientów i wyróżniać się nie tylko teoretyczną wiedzą z procedury cywilnej, ale pewnymi umiejętnościami, które pozwolą Ci zbudować przewagę. Przewagę na sali rozpraw i na rynku prawniczym.

Nie twierdzę, że posiadłem pełnię wiedzy i doświadczeń w zakresie procesu cywilnego. Twierdzę jedynie, że w ciągu 5 lat pracy jako sędzia (początkowo jako asesor) na sali rozpraw, a potem 14 lat pracy kancelarii, której główną specjalizacją są trudne procesy (medyczne, budowlane, ze skargi pauliańskiej, o zapłatę z tytułu kary umownej i wiele innych), mam czym się podzielić.

Ale liczę również na Wasze ciekawe historie z sal rozpraw. Bo jak wiadomo: co sąd, to obyczaj.

Zatem skąd tytuł? Otóż w scenie, o której wspomniałem, jest taki fragment, kiedy profesor Facher mówi studentom, żeby nadużywali sprzeciwu (jak wiadomo nie funkcjonuje on w polskiej procedurze cywilnej, przynajmniej w tej formule, bo w podobnej już tak) i nawet, kiedy (mały spoiler) zasną na sali rozpraw, to pierwsze, co powinni zrobić po przebudzeniu się, to zgłosić sprzeciw.

Twoją dewizą na sali powinna być aktywność, stąd „Zgłaszam sprzeciw” jako tytuł bloga i przewodnika po procesie cywilnym, który właśnie się tworzy.