Sędzia milczy do wyroku

Marek Koenner18 września 20182 komentarze

Czy na pewno?

Nie wchodząc w tym momencie w niuanse, obowiązująca procedura pozwala na zaplanowanie przebiegu procesu, a w szczególności jego zasadniczej części, czyli postępowania dowodowego.

Ciekawe, czy spotkałeś się z zastosowaniem w praktyce art. 207 § 4 k.p.c.?

Zgodnie z tym przepisem przewodniczący lub sąd mogą wysłuchać strony odnośnie do porządku pism procesowych, terminów ich wnoszenia, oraz odnośnie do podania okoliczności, jakie mają zostać wyjaśnione.

I to na posiedzeniu niejawnym!

Znowu czujemy się jak w amerykańskim filmie, gdzie w zaciszu gabinetu sędziego siedzą mecenasi (mecenasi, a nie strony, ale co tam) i dyskutują jakieś incydentalne problemy w toku procesu.

Czyli w oparciu o ten przepis można zaplanować cały proces. Nie oznacza to, że planu nie można zmienić. W końcu postanowienie dowodowe może być zmienione lub uchylone w zależności od okoliczności.

Wymagałoby to, czyli rozmowa o zaplanowaniu postępowania dowodowego i jego zakresu, od sędziów dużej odwagi. Decyzja taka mogłaby się spotkać z zarzutem, że sąd jeszcze przed przeprowadzeniem postępowania dowodowego wskazuje jego kierunek.

W wielu sprawach strony wiedziałyby na czym stoją, a samo postępowanie dowodowe byłoby bardziej dookreślone.

Najnowsze projekty zmian w k.p.c. idą nawet w stronę rozwinięcia tego rozwiązania. Ale kto wie, czy do tych zmian dojdzie?

Z drugiej strony czyż nie powinno być tak, że do ogłoszenia wyroku nie wiemy, co sędzia uważa na temat przedstawianych przez strony racji i dowodów?

Taką miałem refleksję, kiedy słuchałem czwartej lekcji udzielanej przez Simon Sinek, w której opowiada o ojcu Nelsona Mandeli. Polecam gorąco wysłuchanie. 

Do powyższego tematu jeszcze powrócę. I to pewnie nie raz.

99% szans na wygraną.

Marek Koenner09 września 2018Komentarze (0)

Oczywiście wiesz, że obiecana wygranej jest niezgodna z zasadami etyki. Ale ile razy Cię kusiło, żeby powiedzieć Klientowi: „Spokojnie, wygramy na pewno”?

Może pracujesz dla klienta, którego biegły rewident wymaga wskazania szans wygranej?

Zdradzę nasz wewnątrzkancelaryjny żart na takie okazje – zawsze powinniśmy mówić „fifty-fifty” 😉

Cóż, czasami niezwykle trudno oszacować szanse wygranej. Jednak czy Klient rozumie, że przychodzi do Ciebie jak do lekarza. Czyli nie może oczekiwać wyleczenia (czy na pewno? 🙂

Ty czynisz tylko starania, najlepsze starania w drodze do celu, którym jest wygrana. Najlepiej w 100%.  Jednak nie możesz tego obiecać.

Mam doświadczenie wygranych w sprawach kompletnie przegranych i przegranych w sprawach, w których na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka, powiedziałbyś, że są nie do przegrania. Opowiem Ci kiedyś o jednych i drugich.

Prowadzimy też jedną sprawę, w której oceniłem szanse na 95% (wyżej mi się nie zdarzyło). Postępowanie toczy się 9-y rok. I podtrzymuję moją ocenę 🙂

Procedura jest królową prawa!

Marek Koenner03 września 2018Komentarze (0)

Pamiętasz skecze o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy? Jeśli nie, to warto odnaleźć 😉

Ano właśnie tak zawsze odczytywałem spór między prawem procesowym a materialnym. Jednak – jako pasjonat procedury cywilnej – zawsze uważałem, że procedura jest ważniejsza.

Żałuję, że dopiero teraz (czyli na urlopie) przeczytałem wywiad z sędzią SN Jackiem Gudowskim – wybitnym cywilistą i przede wszystkim (jak sądzę) procesualistą. Gorąco polecam książkę: „Państwo prawa to niezależne sądy” zawierającą zapis tego wywiadu przeprowadzonego przez Krzysztofa Sobczaka (Wydawnictwo Wolters Kluwer Polska, 2017).

Pan Sędzia Gudowski potwierdza tylko moją tezę zawartą w tytule posta.

Otóż oprócz aktualnych wątków prawno-politycznych, co z kolei sugeruje tytuł książki, Pan Sędzia wypowiada się na wiele niezwykle ciekawych tematów odnoszących się do istoty prawa, w szczególności prawa cywilnego (chociaż, jak przeczytasz, to dowiesz się, że jako student prawa zafascynowany był najpierw prawem karnym – a któż z nas nie był?).

Będę we wpisach niejednokrotnie odwoływał się do tychże poglądów, bo są one w dużej mierze – co mile mnie połaskotało – zbieżne z moimi. Co więcej, nawet wypowiadanymi publicznie na różnych szkoleniach (i też niedługi na blogu).

Jeden przykład jest nawet dokładnie taki sam, jaki podaję – na dowód tego, że bez różnych zmian natury „infrastrukturalnej” oraz zrozumienia, że po prostu proces ma swoją dynamikę (zgodną raczej z zasadą: „spiesz się powoli” niż z biegiem na 100 m), nie da się dokonać przyspieszenia procesu cywilnego (ja bym nawet zapytał: „po co”?).

Chodzi mianowicie o sprawę rozklejonego buta. Procedura postępowania uproszczonego, z założenia szybkiego i sprawnego, przewiduje bowiem, że konieczne jest przekierowanie postępowania do tryby zwykłego w sytuacji konieczności powołania biegłego sądowego. A to powoduje niezwykłe przedłużenie procesu. I tak oto w sprawie o wartości (Panie proszę o wybaczenie) np. 300 zł aparat państwowy za nasze podatki spędza godziny na pogłębionych analizach prawnych i faktycznych. I tu procedura powinna ulec zmianie.

A wszyscy, w tym również Ty – młody procesualisto – powinieneś zdaniem sędziego Gudowskiego, które w pełni popieram – zgodzić się na ustępstwa wobec własnych uprawnień na sali rozpraw.

Ale póki co te uprawnienia mamy. I dzięki nim – nawet, jeżeli na gruncie prawa materialnego mamy problem – możemy wygrywać sprawy w sądzie. 

Zastrzeżenia do protokołu

Marek Koenner17 sierpnia 2018Komentarze (0)

W tym miejscu chciałbym nieco powspominać, pamiętam bowiem czasy, gdy przepis ten, czyli art. 162 k.p.c., był zapomniany (dla przypomnienia mamy taką regułę interpretacyjną, jak desuetudo) i nie był stosowany. Aż pojawiły się orzeczenia Sądu Najwyższego, które zostały natychmiast zauważone i przyswojone w zasadniczym stopniu przez sądy orzekające.

Przyczyna jest oczywiście prosta i brutalna. Przepis ten daje sądowi, w szczególności sądowi drugiej instancji, niesamowity oręż do ręki przeciwko wszystkim, którzy nie wykazali się refleksem na sali rozpraw.

Po pierwsze chodzi o samo zgłoszenie zastrzeżenia do protokołu.

Po drugie jednak może pojawić się problem z powołaniem się na konkretne przepisy postępowania, które zostały uchybione. Dlatego, jeżeli podpadliśmy sądowi, to sami rozumiecie, jaki to znakomity moment do pokazania, kto na sali naprawdę rządzi.

Pierwsza rada jest taka, że należy się do składania zastrzeżenia dobrze przygotować i najlepiej sporządzić ściągę. Druga jest mianowicie taka, że lepiej wskazać za dużo naruszonych naszym zdaniem przepisów k.p.c. niż za mało.

Oczywiście powyższe może nas nie uchronić przed odpytaniem przez sąd, co mamy właściwie na myśli wskazując na uchybienia tego, a nie innego przepisu, co szczególnie często znajdzie zastosowanie do postępowania dowodowego.

Kolejna kwestia dotyczy pytania: kiedy należy zgłaszać zastrzeżenie?

Czasem mamy pokusę składania zastrzeżenia co 2 minuty w toku zeznań świadka. Oczywiście warto grzecznie poprosić czy zapytać sąd o to, czy zastrzeżenie może zostać złożone po złożeniu całości zeznań świadka.

Zawsze jednak możemy grzecznie poprosić o wpisanie zastrzeżenia po podjęciu jakiejś decyzji przez sąd. Czy będzie to zarządzenie czy postanowienie wydane w toku rozprawy, składając zastrzeżenie będziemy musieli się do tej decyzji odnieść.

Jak składać zastrzeżenie do protokołu:

Wysoki Sądzie, w związku z wydanym postanowieniem, zgłaszam w trybie art. 162 k.p.c. zastrzeżenie do protokołu wskazując, że zostały naruszone następujące przepisy k.p.c. …

Jeżeli chodzi o przerwanie sądowi prowadzenia rozprawy, bo do tego sprowadza się składanie zastrzeżeń, warto dać jakiś sygnał mówiąc samo: „Wysoki Sądzie” po to, żeby przewodniczący składu wiedział, że chcemy podjąć jakąś akcję procesową.

Zastrzeżenia nie składamy też w momencie, gdy przykładowo sąd odracza rozprawę i formułuje wezwanie świadka na rozprawę, a dopiero w chwili, gdy sąd ogłosił postanowienie o dopuszczeniu dowodu z zeznań świadka X. Zrozumiałe jest, że chcielibyśmy już wcześniej temu zapobiec, ale zanim nie zostanie wydane postanowienie, nie zostają naruszone jeszcze żadne przepisy postępowania.

Sprawdzenie obecności

Marek Koenner17 lipca 2018Komentarze (0)

Na każdej rozprawie sąd musi sprawdzić obecność i zdecydować, czy wszyscy mogą pozostać na sali rozpraw. W zasadzie nie zdarza się, żeby sąd na początku wylegitymował osoby na sali, ale ma do tego pełne prawo.

Istotną sprawą – z punktu widzenia sądu – jest ustalenie, czy wśród osób, które weszły na salę rozpraw w charakterze publiczności, nie ma świadków lub osób, które (uwaga) mogą być potencjalnie świadkami w sprawie. Te osoby nie mogą bowiem przebywać na sali dopóki nie zostaną przesłuchane przez sąd (a nawet co do tego można czasami mieć wątpliwości, o których napiszę później). Vide art. 264 k.p.c.

Oczywiście sąd zna akta sprawy i wie, kto na salę rozpraw przybył, w szczególności w zakresie stron będących osobami fizycznymi oraz pełnomocników stron. Nie zwalnia to jednak nikogo, żeby wyraźnie się sądowi przedstawił wypowiadając wyraźnie swoje imię i nazwisko oraz funkcję, np. prezes zarządu spółki (co też należy klientowi wytłumaczyć zanim wejdziemy na salę rozpraw). Tym bardziej ważne jest, żeby wyjaśnić sądowi kim się jest i w jakiej roli się występuje, jeżeli nastąpiła jakakolwiek zmiana w odniesieniu do treści dotychczasowych pism procesowych.

Mając na uwadze tryb organizacji rozprawy w polskim procesie cywilnym, a więc fakt, że między kolejnymi posiedzeniami sądu mogą minąć długie miesiące, warto również wyjaśnić sądowi ewentualne zmiany odnoszących się najczęściej do pełnomocników, ich substytutów itd.

Warto też w tym momencie poinformować sąd o kwestiach formalnych, ale dotyczących wyłącznie do elementów podmiotowych, takich choćby jak: zmiana adresu, wskazanie adresu dla doręczeń, zmiana w składzie zarządu, zmiana siedziby, zmiana pełnomocnika.

Może się zdarzyć, że sąd w takim wypadku wskaże, że jednak wolałby to zanotować na koniec posiedzenia, wówczas warto o tym pamiętać, żeby uniknąć problemu z pisaniem prostego pisma, a dodatkowo kłopotów z doręczeniami.